Zawisza Bydgoszcz - Chemik Bydgoszcz 0:1 (0:1)
Jedyną bramkę meczu zdobył w 18 minucie Adrian Raszka
Zawisza: Gajewski - Krawczyński (od 72 min. Zielke), Łukaszewski, Tomczak, Cuper (od 83 min. Modry) - Delekta (od 28 min. Chachuła) , Maziarz - M. Kozłowski (od 69 min. Cielasiński), Loliga, A. Kozłowski - Barlik
Żółte kartki w zespole Zawiszy zobaczyli: Krawczyński, Maziarz, Loliga, Łukaszewski, Chachuła
Widzów: 1400
Po emocjonującym spotkaniu, w którym końcowy wynik do ostatnich minut pozostawał niewiadomą, bydgoski Zawisza musiał uznać wyższość lokalnego rywala. Przyczyny porażki są przynajmniej dwie: niecodzienna bramka, która ustawiła całe spotkanie oraz ponownie zerowe konto napastników.
Zacznijmy od bramki, w 18 minucie chemicy wykonywali rzut wolny z lewej strony boiska, wydawało się, ze dośrodkowana w pole karne piłka bez problemu padnie łupem Artura Gajewskiego. Bramkarz Zawiszy ten jedyny raz w meczu pomylił się. Wychodząc z bramki źle obliczył lot piłki, która za jego plecami wpadła do siatki. Było to w 18 minucie. Minutę wcześniej okazję mieli gospodarze ale po rozegraniu rzutu rożnego piłkę zmierzającą do bramki po strzale głową, wybił jeden z obrońców. Trzeba jednak przyznać, ze do tego momentu Chemik atakując zawiszan już pod ich własnym polem karnym, nie pozwolił gospodarzom na skonstruowanie składnej akcji. Dość szybko po stracie bramki trener Piotr Tworek w miejsce Bartłomieja Delekty wprowadził napastnika, Mateusza Chachułę, który pięć minut po wejściu na boisko miał szansę na wyrównanie. Ostatni kwadrans przed przerwą upłynął przy przewadze Zawiszy. W 45 minucie doszło do najbardziej kontrowersyjnej sytuacji. Sędzia główny, Marcin Brandt z Inowrocławia podyktował rzut wolny tuż przed linią pola karnego. Szymon Maziarz wobec braku odpowiedniej sygnalizacji ze strony sędziego zdecydował się na natychmiastowy strzał, który wpadł do siatki. Gol nie został jednak uznany, w powtórce Maziarz po raz drugi pokonał Andrzeja Retlewskiego lecz sędzia nakazał grę od bramki Chemika twierdząc, że podyktował rzut wolny pośredni. Wielu obserwatorów zgodnych było, że drugi strzał faktycznie został oddany w momencie gdy arbiter wskazywał na wykonanie pośredniego, Jednak nie powinno do niego w ogóle dojść ponieważ pierwsze rozegranie wolnego było jak najbardziej prawidłowe.
Zawiszy nie pozostawało w tej sytuacji nic innego jak odrabiać straty po przerwie. Na drugą połowę zawiszanie wyszli w bardziej ofensywnym ustawieniu i natychmiast osiągnęli sporą przewagę. Cóż z tego skoro po raz kolejny żaden z wielu strzałów nie znalazł drogi do bramki. W kilku przypadkach gości od utraty gola ratował Andrzej Retlewski. Sytuację próbował ratować trener Zawiszy wprowadzając do gry kolejnych ofensywnych graczy, w końcowej fazie meczu gospodarze grali praktycznie dwójką obrońców. Pomimo niesamowitego dopingu kibiców zespół Chemika przetrzymał napór Zawiszy i zwycięskie 1:0 zdołał utrzymać do ostatniego gwizdka sędziego.

































