Zawisza wygrał z rywalem i pogodą.
GLKS Dobrcz - Zawisza Bydgoszcz 0:2 (0:1)
GLKS Dobrcz: Sz. Gawron -
Płotkowski, Kontny, Modrzejewski, Lewczyński, S. Gawron, Walkowski (77'
Bochański), Benditt (68' Kolarz), Nowakowski, Kaszubowski, Gruszka (72' Regin).
Zawisza: Niwiński - Setlak,
Stoppel, Detmer, Szymański - Wiśniewski, Kot (85' Janiszewski), Kanik, Ziemba
(86' Nowacki) - Nowicki (74' Straszewski) , Ruczyński (65' Deresiewicz).
Bramki: Ruczyński (41'), Kot (69')
Żółte kartki: Detmer, Szymański.
Po bardzo długiej przerwie wróciliśmy do rozgrywek ligowych. Start ten stał
jednak pod znakiem zapytania bo z powodu niekorzystnych warunków
atmosferycznych wiele spotkań w regionie zostało odwołanych. W naszej lidze nie
odbyła się połowa z zaplanowanych, jednak starcie Zawiszy z GLKS Dobrcz
ostatecznie doszło do skutku.
Temperatura w dniu meczu była ujemna. Do tego wiał silny wiatr. Myślę, że
jednak od pogody większym problemem dla zawodników obu drużyn był stan murawy,
a właściwie boiska bo ciężko nazwać murawą zamarznięty plac, którego poziom
twardości nie różnił się wiele od betonu.
To był zdecydowanie mecz walki, twardych starć i wielu pojedynków w środku
pola. Od samego początku było widać kto będzie dyktować warunki, jednak Zawisza
miał głównie przewagę optyczną bo w pierwszym kwadransie nie udało się naszej
drużynie wypracować żadnej klarownej sytuacji bramkowej. Następnie do głosu
doszli rywale i to oni mieli dogodną sytuację do otwarcia wyniku. W 27 minucie
nasza defensywa popełniła w zasadzie jedyny poważny błąd, ale strzał z 16
metrów był zbyt słaby a przede wszystkim w sam środek bramki. Takim uderzeniem
nie można zaskoczyć Marcina Niwińskiego, który bez problemu wyłapał futbolówkę.
Trzeci kwadrans drugiej połowy to już wzmożone ataki Zawiszy. Zaczęło się od
szarży Sergiusza Kota, który ładnie minął dwóch rywali ale nie zdołał oddać
strzału. Chwilę później uderzenia z dystansu próbował Nowicki, ale przeniósł
piłkę nad bramką. W 31 minucie po dośrodkowaniu z prawego skrzydła najwyżej w
polu karnym wyskoczył Paweł Kanik i ładnym strzałem głową ulokował piłkę w
bramce. Niestety sędzia uznał, że nasz pomocnik był na pozycji spalonej i gola
nie uznał. Ciężko ocenić czy miał rację, ale ta decyzja spotkała się z
oburzeniem piłkarzy i rzecz jasna dezaprobatą kibiców. W 33 minucie arbiter
ukarał Tomasza Detmera żółtą kartką za przerwanie korzystnej akcji Dobrcza. 6
minut później w końcu udało się otworzyć wynik. Wojtek Ruczyński uderzył ze
skraju pola karnego w długi róg bramki i nie dał szansy bramkarzowi na skuteczną
interwencję. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy Dobrcz wyprowadził szybką
kontrę a do faulu taktycznego „zmuszony" był Szymański za co zobaczył żółtą
kartkę. Rywal miał rzut wolny z 18 metrów ale uderzył niecelnie.
Drugie 45 minut z rozpoczęliśmy bardzo dobrze bo już po kilku minutach powinno
być 2-0. Arkadiusz Nowicki przeprowadził efektowną akcję, bardzo widowiskowo
podbijając piłkę piętą, ale niestety jego strzał z kilku metrów poszybował nad
poprzeczką. W 55 minucie centymetry dzieliły Sergiusza Kota od zdobycia gol,
ale niestety jego strzał wylądował tylko na słupku. Co się odwlecze to nie
uciecze i nasz pomocnik 10 minut później mógł już celebrować zdobycie gola.
Jego strzał z 16 metrów okazał się zbyt trudny dla dość nieporadnie interweniującego
bramkarza GLKSu. Kolejne minuty były nieco spokojniejsze. Trener Jacek Łukomski
w 73 minucie pozwolił zadebiutować Deresiewiczowi, który 15 minut po wejściu na
boisko był bliski zdobycia gola, ale jego strzał kończący bardzo składną akcję
Zawiszy okazał się minimalnie niecelny. W 80 minucie na placu boju (to
stwierdzenie idealnie oddaje stan boiska) zameldowali się zaś wracający z
półrocznego wypożyczenia Maciej Nowacki oraz Patryk Straszewski, który wrócił
do gry po kontuzji kolana. 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry
nastąpił kolejny debiut- na boisko wszedł Janiszewski. Mogło być to prawdziwe
wejście smoka bo już 2 minuty później nasz zawodnik wymusił pressingiem błąd
obrońcy i przejął piłkę. Znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale
niestety przegrał ten pojedynek. W doliczonym czasie gry Zawisza przeprowadził
świetną kontrę. Dobrcz wykonywał rzut rożny a po kilkunastu sekundach bliski
zdobycia gola był Bartosz Stoppel, który przebiegł całą długość boiska, ale
ostatecznie piłka po jego strzale nie zatrzepotała w siatce. Chwilę później
arbiter zakończył mecz i ostatecznie wygraliśmy 2-0.
To był mecz, który trzeba było zagrać, wygrać i skupić się na kolejnym. Wiadomo
na jakim jesteśmy poziomie rozgrywek, ale na tak fatalnym boisku nie graliśmy
nawet w poprzednim sezonie w B-klasie. Ciężko grało się w piłkę, a każdy
upadek, nie mówiąc już o wślizgu był bardzo bolesny i całe szczęście, że
skończyło się na kilku siniakach bo o kontuzję w takich warunkach nietrudno, a
jak niestety dobrze wiemy tych w zespole i tak jest zdecydowanie za dużo.

































