Włocłavia Włocławek – Zawisza Bydgoszcz 1:3 (0:3)
Bramki dla Zawiszy: Łukaszewski w 12 min. oraz Barlik w 34 i 43 minucie
Zawisza: Gajewski – Zielke, Tomczak, Łukaszewski, Cuper (od 60 min. Krawczyński) – Brzeziński, Maziarz (od 80 min. Ettinger) – Chachuła (od 75 min. Cielasiński), Loliga, A. Kozłowski (od 77 min. Krawczyk) – Barlik
To miał być jeden z trudniejszych meczów wyjazdowych Zawiszy w tym sezonie. Tymczasem już do przerwy piłka trzy razy lądowała w bramce Włocłavii a gdyby goście w drugiej połowie wykazali więcej skuteczności ich zwycięstwo mogło być bardziej okazałe .
Pierwsze 45 minut to dominacja Zawiszy, który od początku pokazał, kto w tym meczu będzie lepszy. W 12 minucie goście wykonywali rzut rożny, najwyżej do piłki wyskoczył Marcin Łukaszewski i strzałem głową po raz pierwszy pokonał bramkarza Włocłavii. Pomimo dużej przewagi Zawiszy nie można napisać o grze gospodarzy, że była słaba, po prostu goście grali koncertowo zatem kibice oglądali bardzo dobre spotkanie. W 34 minucie Mariusz Barlik przejął piłkę w środkowej strefie boiska, pociągnął w kierunku bramki i strzałem w długi róg po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców. Dziewięć minut później ten sam zawodnik po prostopadłym podaniu strzelił swojego drugiego gola. Do przerwy 3:0 dla Zawiszy!
Po przerwie obraz gry zasadniczo nie zmienił się. Gdyby zawiszanie wykorzystali przynajmniej połowę stworzonych do strzelenia bramki okazji, mecz zakończyłby się pogromem gospodarzy. Włocławian przy tak grającym Zawiszy stać było tylko na zdobycie honorowej bramki. W 75 minucie Artur Gajewski musiał skapitulować po precyzyjnym strzale niemal w okienko bramki. Była to chyba najładniejsza bramka w tym bardzo dobrym meczu.
Pomimo pewnego zwycięstwa nie było radości w autokarze, którym powracali do Bydgoszczy piłkarze Zawiszy. W 77 minucie boisko opuścił bowiem Arkadiusz Kozłowski z podejrzeniem poważnej kontuzji kręgosłupa. W godzinach wieczornych rozmawialiśmy z kierownikiem zespołu, Piotrem Rembowieckim, który na szczęście mógł nam przekazać dobre wiadomości. Badania nie potwierdziły wstępnej diagnozy, Arek doznał co prawda urazu jednak był on na tyle niegroźny, że pomocnik Zawiszy opuścił szpital i w chwili pisania relacji wracał do Bydgoszczy.


































